Tej książki nie da się odłożyć przed przeczytaniem ostatniej strony – o „Straceńcach” Ingara Johnsruda

Ostatnio rzadko trafiam na książki, które wciągają mnie tak bardzo, że nie potrafię ich odłożyć. Większość z pozycji, które czytałam to raczej książki, które warto smakować, delektując się językiem, stylem, historią. Pewnie dlatego tak bardzo zachciało mi się sensacji – mocnej, wciągającej, niepokojącej. Sięgnęłam więc po „Straceńców” Ingara Johnsruda.

O tym, że koniecznie muszę przeczytać tę powieść wiedziałam od momentu, gdy pojawiły się jej zapowiedzi. Tak samo miałam z poprzednią książka autora – „Naśladowcy”. Tajemnicza historia kryminalna, która ma drugie dno, wartka akcja i wyrazisty bohater, a właściwie bohaterowie, to elementy, które sprawiają, że książki Johnsruda po prostu się połyka.

Idealny skandynawski kryminał

„Straceńcy” to drugi tom cyklu z Fredrikiem Beierem i Kafą Iqbal. Przyznam, że wątek tej norweskiej policjantki pakistańskiego pochodzenia szczególnie mnie zaintrygował, tym bardziej, że w „Straceńcach” jest poprowadzony w taki sposób, iż… od razu mamy ochotę przeczytać kolejny tom cyklu! Ale przecież nie sama Kafa jest tu najważniejsza. „Starceńcy” to powieść, która zaczyna się jak typowy kryminał – od morderstwa. Problem polega na tym, że wkrótce okazuje się, iż ofiara nie jest tym, kim myślano, że jest. Prowadzący śledztwo policjanci trafiają za to na coraz więcej pytań, coraz więcej niewiadomych i coraz więcej faktów, które co najmniej wydawać się mogą niepokojące. Okazuje się, że śmierć, która początkowo uznana została za wypadek, potem za morderstwo, tak naprawdę połączona jest z innymi zbrodniami i… wydarzeniami z przeszłości oraz bardzo poważnym zagrożeniem w teraźniejszości. Autor zahacza tu o kwestie związane z bronią biologiczną i niejawnymi działaniami prowadzonymi przez różne państwa.

straceńcy

Trudno stwierdzić, co w tym wszystkim jest prawdą, co wynikiem fantazji Johnsruda. Faktem jest jednak, że takie wątki potrafią zaniepokoić współczesnego człowieka. Nie chodzi o sam fakt, że książka trzyma w napięciu mocno (a trzyma), ale właśnie o temat. Ten główny temat, ukryty na początku przed śledczymi i przed czytelnikiem. Powiem szczerze – kiedy skończyłam czytać miałam poczucie dziwnego niepokoju, że coś z tego wszystkiego, co opisano w „Straceńcach” może mieć jakieś pokrycie w rzeczywistości. Jeśli więc jesteś osobą, która lubi martwić się na zapas i nie potrafi odpędzić od siebie czarnych wizji przyszłości, osobą, która wciąż snuje czarne scenariusze – nie czytaj! Zestresujesz się jeszcze bardziej…

Wszystkim innym szczerze polecam ten norweski kryminał, czy może raczej powieść sensacyjną. Jest ciekawa, wciągająca. Akcja jest szybka, a sama fabuła zaskakuje. Poza tym brawa dla autora za kreację niebagatelnych bohaterów – takich, którzy nie są nieskazitelni, którzy ukrywają przed światem swoje sekrety, którzy mają swoje problemy, uczucia. Jak już pisałam wcześniej – już niecierpliwie czekam na kolejny tom. A Ciebie zachęcam do sięgnięcia po ten, a jeśli jeszcze nie czytałeś „Naśladowców” także i po pierwszy tom z Fredrikiem Beierem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s