Każdy tworzy swoją Arkadię – o „Arkadii” Lauren Groff

Arkadia. Mityczna kraina szczęścia. Któż z nas nie chciałby żyć w takim miejscu? W miejscu, w którym nie ma zakazów i nakazów, w którym panuje niczym nieskrępowana wolność, w którym wszyscy są równi i każdy jest szczęśliwy? Problem polega na tym, że w życiu trudno taką Arkadię stworzyć. Bo dla każdego szczęście oznacza co innego. Wszystkie próby stworzenia miejsca, które miałoby zadowolić wszystkich są skazane na porażkę. Tak myślę…

 

To samo wyczytałam w książce Lauren Groff. Być może się mylę. Być może takie miejsce gdzieś istnieje. Gdzieś tu, na Ziemi, nie tylko na kartach Świętych Ksiąg. Tych, które opisują raj. A jednak nie przypominam sobie, by kiedykolwiek w historii świata udało się stworzyć miejsce idealne…

Szczęście według hipisów

Akcja książki pod wiele mówiącym tytułem „Arkadia” dzieje się w komunie hipisów. A właściwie tam dzieje się pierwsza część powieści. Końcówka to już Nowy York i czasy współczesne. Zacznijmy jednak od początku. Poznajemy Lutka – kilkuletniego chłopca, który urodził się w społeczności hipisów i w takiej komunie spędził pierwszych czternaście lat swojego życia – z dala od cywilizacji, za to w zgodzie z naturą. Biednie, ale wydawać by się mgło – szczęśliwie. Prawie. Bo jednak w opisie Arkadii (tak nazywała się owa komuna) możemy dopatrzeć się kilku rys. A to rozwiązłość seksualna przywódcy grupy, a to stosunek owego przywódcy do zasad panujących w grupie. Zasady te głoszą równość wszystkich. A jednak przywódca wydaje się być ponad to. No i jeszcze nadużywanie różnych środków, w tym alkoholu i narkotyków.

Komuna się rozrasta. Przybywają tu ludzie, którzy oczekują sielankowego życia. A to… przecież nie jest możliwe! Żeby móc zapewnić sobie byt, trzeba zarabiać. Tymczasem mityczna Arkadia przyciąga coraz więcej nastolatek w ciąży, młodych ludzi uciekających z domu lub przed prawem, narkomanów, którzy nie tylko nie pracują, ale których dodatkowo trzeba jeszcze pilnować. To wszystko sprawia, że Arkadia wkrótce się rozpada…

Arkadia

Później spotykamy już dorosłego Lutka. Mężczyznę, który nie do końca odnajduje się we współczesnym świecie. Człowieka, któremu trudno jest poukładać sobie życie i choć żeni się (z dziewczyną z Arkadii), choć ma dziecko, nie potrafi być szczęśliwy. Jego wybranka Helle też. Ta postać sama zresztą jest niezwykle ciekawa – córka przywódcy Arkadii, która przez ojca czuje się odrzucona. Piękna dziewczyna, która sama siebie niszczy. A przy tym rani też najbliższych…

Są też rodzice Lutka, którym jeszcze trudnej jest przejść nad rozpadem Arkadii do porządku dziennego. Którzy wciąż wierzą w ideę spokojnego życia na łonie natury.

A potem spotykamy Lutka już dojrzałego, który staje przed koniecznością opieki nad chorą matką. Który wraca do dawnej Arkadii, choć ta wygląda zupełnie inaczej niż w czasach jego dzieciństwa. I znów musi zmierzyć się z przeszłością…

Piękny styl, spokojna akcja

Nie mogę powiedzieć, że „Arkadia” jest powieścią wciągającą. To nie jest książka, której akcja toczy się szybko, tak, że nie sposób odłożyć lekturę na półkę, że z jej powodu zarywa się noce. Nie jest długa, ma około 350 stron. A jednak czytałam ją długo. Bardzo długo, jak na mnie. Bo to lektura, którą się smakuje.

Czytanie „Arkadii” było dla mnie kolejną okazją do spotkania ze specyficznym, bardzo poetyckim stylem Lauren Groff. Poza tym „Arkadia” ma w sobie coś, co intryguje. Coś, co sprawia, że trudno o tej lekturze zapomnieć, co zmusza do myślenia, do zastanowienia się nad swoją własną Arkadią.

Szczerze mówiąc, nie wiem, czy chciałabym mieszkać w takim miejscu. W miejscu, gdzie wszyscy sa równi i gdzie wszystko jest wspólne. Gdzie zasada wspólnotowości staje się nadrzędną, gdzie nie ma miejsca na indywidualność. I na swoje własne pragnienia, marzenia, potrzeby… Wolę tworzyć swoją osobistą Arkadię wokół siebie. Przy jednoczesnym zaakceptowaniu tego, że inni mają prawo do swoich Arkadii. Taki świat jest chyba lepszy. Chyba…

A powieść polecam wszystkim miłośnikom lektur bardziej skomplikowanych, zmuszających do myślenia. I tym, którzy lubią czytać dla przyjemności samego czytania, dla smakowania stylu. Dla mnie Lauren Groff to prawdziwa mistrzyni słowa. I chętnie sięgnę po kolejne jej książki…

A czytałam w ramach wyzwania Pod hasłem i WyPożyczone.

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Każdy tworzy swoją Arkadię – o „Arkadii” Lauren Groff

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s