„Diabli nadali” Olgi Rudnickiej – książka do zrelaksowania

Ta książka miała być chwilą wytchnienia, relaksem między innymi pozycjami o nieco cięższym kalibrze.diablinadali Jakoś tak się złożyło, że w ostatnim czasie sięgałam po książki, których tematy były dość trudne. A to mocny kryminał Lackberg, a to niezwykle ciekawy, ale i dający do myślenia reportaż o brazylijskich fawelach. Musiałam odpocząć. Sięgnęłam więc po pozycję, która, według opinii krążących w sieci, miała mnie rozbawić i zrelaksować. Tą książką miała być komedia kryminalna Olgi Rudnickiej „Diabli nadali”…

Olga Rudnicka – godna następczyni Joanny Chmielewskiej

Kiedy ktoś prosi, by polecić mu „coś do czytania, najlepiej w stylu Joanny Chmielewskiej (tej od kryminałów)” w ciemno mogę zaproponować twórczość Olgi Rudnickiej. Jej powieści są lekkie, zabawne (czasem tak bardzo, że nie można pochamować niekontrolowanych wybuchów śmiechu), z elementem kryminalnym, który jednak nie przesłania całej akcji. Bohaterowie są skonstruowani niezwykle wyraziście – trochę to przypomina karykatury, bo pewne cechy są mocno podkreślone, po to, by bawić. Oczywiście jest śledztwo, jest więc i zbrodnia, a przede wszystkim jest mnóstwo ludzi, którzy kierując się sobie tylko znaną logiką sprawiają, że sprawa coraz bardziej się komplikuje i staje się tak zabawna, że wręcz niemożliwa.

Sama przeczytałam tylko kilka książek Rudnickiej i z tego, co zdążyłam sie zorientować nie są to, według powszechnej opinii, pozycje najlepsze, najbardziej zabawne. Ale jeśli tak jest to naprawdę Rudnicka może stanąć w jednym rzędzie z nieocenioną Joanną Chmielewską… A „Diabli nadali” jest książką, która w pelni tego dowodzi.

Gangsterskie porachunki, motywy osobiste i dużo pieniędzy, czyli meiszanka wybuchowa

W swojej książce Rudnicka zaserwowała czytelnikowi prawdziwą mieszankę wybuchową. Zaczyna się poważnie – od śledztwa dziennikarskiego, którego efekty są bardzo niewygodne dla paru osób i w rezultacie kończą się śmiercią dziennikarki. Podejrzane okoliczności tej śmierci są jednak sparwnie zatuszowane przez policję, a jedyną osobą, która wciąż chce rozwiązać tę sprawę jest były narzeczony ofiary. Tyle, że po śmierci swojej ukochanej rzuca się on w wir życia hmmm… mocno towarzyskiego, co ułatwia mu stanowisko dyrektora kreatywnego w jednej z korporacji i związane z tym duże pieniądze.

Dagmar Różyk, bo o nim tu mowa, w firmie nazywany jest Diabłem. A to z racji swojego dość charakterystycznego sposobu bycia. No i z racji tego, że dość często zmienia sekretarki, bo te szybko mają nadzieję stać się raczej kochankami nieziemsko przystojnego dyrektora. Problem w tym, że Diabeł zmiena swoje „przyjaciółki” dość często. Sekretarki też…

Aż do chwili, w której stanowisko to otrzymuje młoda stażystka, która wydaje się być osobą o dość mocnym kregosłupie moralnym, do tego niezwykle dyskretną. Kiedy już współpraca tych dwojga się ułożyła, wydarza się jednak tragedia. Dagmar Różyk zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie. Kto go zabił? Dlaczego? Czy to sprawa jednej z zazdrosnych kochanek, czy może męża którejś z nich, na co wskazywać by mogły okoliczności znalezienia ciała? A może chodzi tu o coś zupełnie innego? I czy ofiarą na pewno jest Różyk?

Takie pytania można mnożyć. A kiedy już wydaje się, że w końcu jesteśmy na jakimś tropie, autorka serwuje nam kolejny, zaskakujący zwrot akcji. Dodatkowo w książce pojawia się też korowód niezwykle barwnych postaci – począwszy od wspomnianego już Diabła, przez jego sekretarkę Monikę, panią wicedyrektor popularnie przez wszystkich zwaną Zdzirą i jej asystenta, na dość charakterystycznej rodzinie Moniki kończąc. To sprawia, że książka jest prawdziwą mieszanką wybuchową. Taką, od której nie sposób się oderwać…

Powieść na poprawę humoru

„Diabli nadali” to z pewnością jedna z tych książek, które czyta się na poprawę humoru. To lekka, zabawna pozycja, która dostarczyć ma czytelnikowi przede wszystkim zabawy. Polecam ją Wam, jeśli macie ochotę na coś, co ma Was zrelaksować. Idealna do czytania z kieliszkiem dobrego wina w ten wieczór, kiedy postanowicie się dopieścić, kiedy dajecie sobie wolne i kompletnie nic nie musicie. Kiedy odpuszczacie i koncentrujecie się na sprawianiu sobie drobnych przyjemności…

„Diabli nadali” to powieść wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka w październiku 2015 roku. Nie jest krótka, bo liczy sobie około 450 stron, ale gwarantuję, że czyta się tak szybko, że nawet nie zauważa się, kiedy dotarło się do końca…

Książkę Olgi Rudnickiej przeczytałam w ramach wyzwania Pod hasłem u Ejotka.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Diabli nadali” Olgi Rudnickiej – książka do zrelaksowania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s