„Pogromca lwów” C. Lackberg – powrót do Fjallbaki, czy udany?

Camila Lackberg jest chyba jedną z najbardziej znanych autorek, które piszą jakże popularne obecnie w Polsce skandynawskie kryminały. Pisarka stworzyła niezwykle wciągającą serię o dziennikarce i policjancie z niewielkiej Fjallbacki. Swoim fanompogromca-lwow na kolejną, dziewiątą część tej opowieści kazała jednak trochę poczekać. Ja miałam szczęście, bo po prozę autorki sięgnęłam, gdy już wszystkie części cyklu (przynajmniej te dotychczas wydane) były dostępne. W innym wypadku pewnie sedziałabym jak na szpilkach, czekając na kolejny tom…

Czy jednak na „Pogromcę lwów” warto było czekać? Czy Lackberg, o której po ósmej części cyklu mówiono, że się powtarza, nadal jest w niezłej pisarskiej formie? Czy wciąż zasługuje na miano skandynawskiej królowej kryminałów?

Tu, gdzie kryminał przeplata się z powieścią obyczajową

Szczerze mówiąc długo zastanawiałam się, na czym polega fenomen Lackberg. Jej powieści są oczywiście niezwykle wciągające, napisane tak, że połyka się je niemal od razu. Jest tu wszystko, czego potrzeba, by napisać dobry kryminał: ciekawa postać detektywa, tajemnicza zbrodnia, która ma związek z tragicznymi wydarzeniami sprzed lat i zaskakujace zakończenie. Ale czy to dzisiaj, kiedy mamy do czynienia z tak ogromnym wysypem dobrych kryminałów to wystarcza?

W prozie Lackberg jest jednak coś jeszcze: tutaj kryminalna intryga dzieje się równolegle z wątkami obyczajowymi. Dzięki temu powstaje coś, o czym Katarzyna Bonda mówi: powieść z wątkiem kryminalnym. I choć każda z części sagi o Fjallbace poświęcona jest innej zbrodni, to o tym, że czytelnik po prostu musi sięgnąć po kolejną powieść decyduje właśnie ta warstwa obyczajowa, związana z życiem prywatnym głównych bohaterów: Eriki, Patricka i ich rodzin. Często zresztą wątki się przeplatają, a elementy związane z opisywaną zbrodnią mają niebagatelne znaczenie dla losów glównych bohaterów…

„Pogromca lwów” dowodzi, że Lackberg jest w znakomitej formie

Nie mogę się zgodzić z głosami, że Lackberg się skończyła. Po lekturze „Pogromcy lwów” jestem raczej przekonana, że autorka potrafi jeszcze zaskoczyć czytelnika. Co więcej, mam wrażenie, że ta część sagi jest jakby mocniejsza, taka bardziej „skandynawska”.

pogromca-lwow1Wszystko zaczyna się od odnalezienia zaginionej kilka miesięcy wcześniej młodej dziewczyny. Niestety ginie ona w wypadku samochodowym. Okazuje się jednak, że obrażenia, których doznała nie wynikają tylko z faktu, że została potrącona przez jadący samochód. Wszystko wskazuje na to, że wcześniej była więziona i torturowana. Przez kogo? I czy jej zaginięcie ma związek z innymi, podobnymi sprawami, które miały miejsce w różnych zakątkach kraju? Tego Patrick i jego ekipa próbują się dowiedzieć.

W tym samym czasie Erica zbiera materiały do swojej kolejnej książki. Odwiedza w więzieniu kobietę, która została oskarżona o zamordowanie swojego męża. Erica jest pierwszą osobą, z którą skazana chce porozmawiać. Dziennikarce coś jednak nie pasuje w historii opowiadanej przez tę kobietę. Dociekliwość Eriki sprawi oczywiście, że postanowi dowiedzieć się prawdy, która okaże się mocno związana ze śledztwem prowadzonym aktualnie przez jej męża.

Mocniej, ciekawiej, skandynawsko…

Napisałam wcześniej, że ta powieść wydaje mi się mocniejsza, niż poprzednie części sagi. Rzeczywiście pojawiają się tutaj wątki, do których autorzy skandynawskich kryminałów zdążyli już nas przyzwyczaić: kwestie zbrodni na tle seksualnych, bestialstwa i przemocy wobec kobiet. To taki motyw, który pojawia się w różnych powieściach. Był i u Larssona, i w Stalkerze. Czasami czytając te wszystkie powieści zastanawiam się, czy takie pomysły na zbrodnie to kwestia północnego klimatu? Czy rzeczywiście problem zbrodni na tle seksualnym jest w Skandynawii szczególnie poważny? A może czytelnik Skandynawski potrzebuje czegoś tak mocnego? To pierwsze z pytań, które nasunęły mi się podczas lektury.

Drugim jest kwestia tego, czy matka zawsze jest w stanie za wszelką cenę chronić swoje dziecko. Nawet, gdy to ostatnie jest bestią, nawet, gdy staje się niebezpieczne także dla matki. Kwestie relacji matka-dziecko to zresztą motyw, który u Lackberg powtarza się dosyć często. W „Pogromcy lwów” podkreślony jest jednak szczególnie mocno…

Wiem jedno – po całą sagę Lackberg o Fjallbace warto sięgnąć. To książki dla miłośników dobrych kryminałów. Ale uwaga: lepiej czytać ten cykl po kolei od pierwszego do ostatniego tomu…

Sama przeczytałam „Pogromcę lwów” w ramach wyzwana czytelniczego Pod hasłem.

Książka w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa Czarna Owca i doczekała się dwóch wydań. Na język polski ze szwedzkiego przetłumaczyła Inga Sawicka.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Pogromca lwów” C. Lackberg – powrót do Fjallbaki, czy udany?

  1. Pingback: „Diabli nadali” Olgi Rudnickiej – ksiązka do zrelaksowania – Słowa i obrazy – blog książkowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s