„Stalker” – szwedzki kryminał, który wciska w fotel

"Stalker" - szwedzki kryminał wciskający w fotel.

„Stalker” – szwedzki kryminał wciskający w fotel.

Skandynawskie kryminały to już swego rodzaju podgatunek literacki. Ale i tu zdarzają się książki różne. Są takie, powiedzmy, delikatniejsze z mocno rozbudowanym wątkiem obyczajowym, jak choćby kryminały Camilli Lackberg (moją recenzję jednego z nich przeczytacie TUTAJ). Są i takie, które naszpikowane są wartką akcją i krwawymi zbrodniami (nierzadko na tle seksualnym). Taka jest trylogia Larssona i taki jest szwedzki kryminał, który ostatnio przeczytałam – „Stalker” Larsa Keplera…

Mocny szwedzki kryminał

Prawda jest taka, że najpierw przeczytałam książkę, a potem zorientowałam się, że to piąta część z cyklu o dość charakterystycznym fińskim detektywie. Nie przeszkadzało mi to jednak w pochłanianiu kolejnych stron. Bo tę książkę tak się czyta – dosłownie pożerając kolejne rozdziały, strony, zdania…

Jak przystało na dobry skandynawski, szwedzki kryminał, ta książka wciska w fotel. Akcja jest tu tak dynamiczna, a intryga rozwija się w takim tempie, że trudno odłożyć „Stalkera” choćby na chwilę. Mimo, że zbrodnie są tu brutalne: zawsze mnóstwo krwi, ran zadanych nożem, okaleczających przede wszystkim twarz ofiar. I już sam ten fakt mógłby wystarczyć, by stworzyć ciekawą historię. Ale najważniejszym wątkem jest tu fakt, że w momencie, gdy ofiary są katowane, policja otrzymuje filmy z nimi w roli głównej. Widać, że napastnik długo im się przyglądał, poznawał ich zwyczaje, nagrywał, by w końcu uderzyć.

Smaku całej historii dodaje fakt, że zamieszany jest w nią psychiatra, zajmujący się niekonwencjonalną metodą hipnozy, który już wcześniej pomagał policji. No i pojawia się znany w wydziale detektyw Joona Linna, który prowadzi śledztwo nieoficjalnie…

Ponadto jest tu wszystko, co kryminały szwedzkie mają – przestępstwa na tle seksualnym, zejście do tego najciemniejszego szwedzkiego świata – pełnego prostytucji, dewiacji i narkotyków. Ale nie to jest najważniejsze. Głównym watkiem jest tutaj tropienie tytułowego stalkera, a rozwiązanie… na to bym nie wpadła!

Przykład szwedzkiego kryminału, jakie lubimy

„Stalker” jest bez wątpienia przykładem takiego kryminału, jakiego oczekujemy, sięgając po szwedzki kryminał. Ma wszystko: mroczną tajemnicę, wartką akcję, detektywów, którzy wcale nie są nieskazitelni, fantastycznie pomyślaną intrygę i zaskakujące zaskoczenie. To wszystko sprawia, że przez tę książkę naprawdę zarywa się noce i choć ma około 600 stron czyta się szybko.

Jedno, co początkowo trochę przeszkadzało mi w lekturze to pierwszoosobowa narracja. Ale i to wkrótce przestałam zauważać, bo „Stalker” tak bardzo mnie wciągnął. Dlatego polecam miłośnikom dobrych, mocnych kryminałów. A sama już biegne do biblioteki po poprzednie części cyklu o Jonna Linna.

„Stalker” ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarne (i to już samo w sobie jest gwarancją fantastycznej lektury). Książkę przetłumaczyła Marta Rey-Radlińska. W formie ebooka kupicie ją TUTAJ, w formie tradycyjnej na przykąłd w mojej ulubionej księgarni nieprzeczytane.pl.

A ja czytałam jako szóstą książkę w ramach październikowej odsłony wyzwania „Pod hasłem”.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Stalker” – szwedzki kryminał, który wciska w fotel

  1. Nie lubię kryminałów, co wydaje się nierozsądne, patrząc na moje nordyckie zainteresowania. Ale może „Stalker” będzie dobrą opcją dla mnie ze względu na pierwszoosobową narrację.

    Lubię to

  2. Pingback: „Pogromca lwów” C. Lackberg – powrót do Fjallbaki, czy udany? – Słowa i obrazy – blog książkowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s